20.04.2011Tomasz Kamiński
Polskie Radio

Czy Niemcy, Austriacy i Szwajcarzy boją się Polaków?

Rządy w Berlinie, Wiedniu i Genewie przygotowują się na otwarcie rynku pracy dla nowych członków UE, w tym Polski. Austriacy spodziewają się 20 tysięcy nowych pracowników zza granicy rocznie. Niemcy oczekują co roku napływu 100 tysięcy chętnych do pracy.

Obawy zwykle koncentrują się wokół dwóch problemów. Politycy oraz działacze związków zawodowych uważają, że imigranci podejmą pracę, którą mogliby wykonywać Niemcy, Austriacy czy Szwajcarzy, innymi słowy odbiorą pracę obywatelom ich krajów. Twierdzą też, ze obcym będą płacone niższe stawki. Dlatego Austriacy wprowadzili przepisy, zgodnie z którymi imigrant nie może zarabiać mniej niż rodzimy pracownik na tym samym stanowisku.

Z kolei organizacje przedsiębiorców w Niemczech twierdzą, że te problemy nie istnieją, a bolączki są inne. Oceniają, że brakuje im rąk do dwóch grup zadań. Pierwsza to prace, których Niemcy i tak nie chcą wykonywać. Druga, to propozycje dla fachowców, których na niemieckim rynku ciągle brakuje. Największe zapotrzebowanie jest na pielęgniarki, inżynierów, informatyków, lekarzy i wykwalifikowanych robotników (np. spawaczy).

Polski rząd nie obawia się fali emigracji. Ma o tyle rację, że napływ imigrantów (z kilku krajów) szacowany przez Niemców 100 tys. nie będzie porównywalny z wyjazdem przed laty kilkuset tysięcy (według różnych szacunków nawet ponad miliona) samych tylko Polaków do Wielkiej Brytanii i Irlandii. Jednym z argumentów jest to, że niemieckim włada w Polsce znacznie mniej osób niż angielskim. Ministerstwo pracy przewiduje też, że za pracą emigrować będą głównie Polacy z zachodnich województw, a nie z terenu całego kraju.